wtorek, 21 października 2014

Kozi Wierch

Rozpoczynając nowy dział zatytułowany "PODRÓŻE małe i duże"
zacznę od końca ;) czyli od naszej ostatniej podróży jaką odbyliśmy.

Miało to miejsce 28 września 2014 roku
Miejsce: Kozi Wierch / Tatry Wysokie

Kochamy góry... W tej chwili opanowujemy głównie TATRY :)
Ale kto wie, gdzie nas los rzuci z biegiem czasu?

Uwielbiam chodzić... Wspinać się... Męczyć się w tak piękny sposób.
Wchodzenie na szczyt to nie fitness... Ani siłownia... 
Gdzie możesz rzucić ręcznikiem i pójść do domu...
Tutaj jeśli po 2-3 h drogi pod górę uznasz, że nie masz siły, masz dwie opcje...
Albo zawracasz... albo dajesz z siebie wszystko! I jesteś na szczycie.
I osiągasz pełnię szczęścia i ogromną satysfakcję.
Mimo, że nie raz łzy napływają :)
I mimo, że później nie możesz chodzić przez dwa dni :) 
To się nie liczy! :) Góry są piękne! Cudowne!
Widoki na szczycie wynagradzają wszystko! 
A przy kolejnych wyjazdach? Chcesz wyjść wyżej! I iść dalej!

A Kozi Wierch?
Najwyższa góra znajdująca się w całości na terenie Polski.
2291 m. n. p. m.
Nasza trasa: 
Palenica Białczańska - Dolina 5 Stawów - Kozi Wierch - 
Dolina 5 Stawów - Palenica Białczańska
Bardzo miła i spokojna trasa. Piękna i urokliwa! :)
Polecam każdemu!

















Fasolka po bretońsku


Wieczory stają się aktualnie coraz dłuższe...
Coraz ciemniejsze...
Coraz chłodniejsze...
Nie powinno nas to dziwić - w końcu już koniec października!

Dobrze jest wrócić do domu po całym dniu,
usiąść i zjeść coś szybkiego i gorącego.
Jednym z takich dań, które uwielbiam w jesienne wieczory
(prócz bigosu) jest fasolka po bretońsku!

Dzisiaj na fasolkę apetyt zrobiła mi bardzo kochana kobieta,
o której już nie raz tutaj pisałam.
Pani Emily :) Zawsze znajdzie składnik, który uruchomi moją wyobraźnię 
na ugotowanie czegoś pysznego! :)




Co potrzebujemy?

ok 40 dag fasolki jaś (w moim przypadku świeżej)
20 dag  boczku wędzonego lub gotowanego
20-30 dag kiełbasy
2 małe cebule
2-3 ząbki czosnku
mały koncentrat pomidorowy
ziele angielskie
liść laurowy
sól, pieprz
majeranek
tarty kminek

Jak wykonujemy?

Mając fasolkę zasuszoną, kupowaną w woreczku, radzi się aby przed ugotowaniem
ok 12h pozostawić ją w wodzie.
Ja posiadam świeżą fasolę, dzięki czemu nie muszę jej tyle namaczać.
Wystarczy ją zalać wodą na ok godzinę, następnie odlać wodą i nalać świeżej. (ok 1l)
Tak przygotowaną fasolkę doprawiam małą łyżeczką soli, szczyptą pieprzu,
kminku mielonego, liściem laurowym i zielem angielskim.
Wrzucam też 2-3 ząbki czosnku.
Gotuję ok 1h.

W międzyczasie kroję boczek, kiełbasę i cebulę w kostkę.
Po niecałej godzinie gotowania samej fasoli,
na tłuszczu podsmażam mięso z cebulą i mieszam z jaśkiem.
Po połączeniu wszystkich dotychczasowych składników
mały słoiczek koncentratu mieszam z 0.5 szklanki wody i doprawiam majerankiem.
Dodaję do fasolki i całość gotuję jeszcze ok 20-30 minut,
w razie potrzeby doprawiając do smaku.
Smacznego!






sobota, 18 października 2014

National Geographic

National Geographic...
Już kiedyś wspominałam, że jest to, chyba w sumie jedyne..., 
czasopismo jakie kupujemy.

Może nie każdy wie, ale powstało ono w 1988 roku w Waszyngtonie.
Teraz wydawane jest na całym świecie, w ponad trzydziestu wersjach językowych.
Początkowo był on biuletynem naukowym, 
w kolejnych latach jednak przybierał formę jaka wydawana jest teraz -
a mianowicie fantastyczne artykuły na każdy temat
uzupełniane rewelacyjnymi fotografiami.

W Polsce pierwszy numer ukazał się w październiku 1999 roku.
Jej aktualnym redaktorem naczelnym jest Martyna Wojciechowska
Chciało by się rzec - właściwa osoba na właściwym miejscu :)

Chciałam tylko zachęcić Was do zaglądania do tego cudownego magazynu,
w którym znajdziemy informacje na wiele nurtujących świat tematów,
o których mogłabym pisać i pisać i nie starczyło by chyba bloga ;)
Nie tylko można uzupełnić wiedzę,
ale też zachwycić oko zapierającymi niejednokrotnie dech w piersiach
fotografiami. Polecam!








 



Kluski lane


Z czym kojarzy mi się niedziela?
Prócz niedzielnej mszy, na pewno też z rosołem! :D
Chociaż mieszkam już teraz na swoim ;) bez rodziców :P
i czasem zdarza mi się robić coś innego na niedzielny obiad,
to jednak zapach rosołu rozchodzący się po mieszkaniu uwielbiam!
I do końca życia będzie mi się kojarzył z niedzielnymi obiadami w domu rodzinnym :)

Ostatnimi czasy, podczas gotowania rosołu nie używamy typowego makaronu.
Wiele makaronów teraz jest ze śladowymi ilościami jajek ;)
Zaczęłam więc "wyrabiać" go sama :)

Co potrzebujemy?

1 jajko
2 łyżeczki mąki
szczypta soli

Jak wykonujemy?

Najpierw należy rozmącić dokładnie jajko do płynnej, jednolitej konsystencji.
Następnie stopniowo dodawać po łyżeczce mąki i dokładnie mieszać,
do czasu zaniku gródek.

Wiadomym jest, że jajka bywają różne... :) Od S'ek do L'ek :)
Jeśli po dwóch łyżeczkach mąki uznacie, że nasz "makaron" jest zbyt rzadki,
dodajcie jeszcze jedną płaską łyżeczkę mąki.

Po ugotowaniu się wywaru,
albo wyciągam z niego mięso i warzywa,
albo odlewam ilość potrzebną dla osobników.
Sam wywar doprowadzam do wrzenia i delikatnie wlewam ciasto na makaron
cały czas mieszając.
Po około minucie zdejmuję rosół z gazu i rozlewam na talerze.

Wywar można robić z kurczaka, 
ale świetnie też kluski lane smakują na wywarze z wołowiny.












Pyszne, zdrowe, swojskie! ;)
Polecam! ;*



Sypialnia po nowemu

Gdy dokładnie trzy lata temu otrzymaliśmy klucze do naszego pierwszego mieszkania,
czekał nas kilku tygodniowy remont.
Musieliśmy wtedy też wybrać - co jest konieczne?
Czym zajmiemy się najpierw? A bez jakiego pomieszczenia da się przeżyć.
Wiadome - najważniejsza była kuchnia i łazienka.
Następnie zabraliśmy się za meblowanie salonu.
Sypialnia zawsze pozostawała na końcu...
Po roku-dwóch mieszkania zainwestowaliśmy dopiero w dobry materac.
A szafa materiałowa, komoda? Miały być tylko tymczasowe...
Bo wiadomym było, że wiecznie tak się nie da...
Różnorakich betów gromadziło się i gromadziło...
A miejsca coraz mniej ;)

Nadszedł więc czas, że i na sypialnie udało się coś odłożyć 
i w końcu jako tako ogarnąć :)
Może nie jest to szczyt moich marzeń, 
ale z uwagi na powierzchnię taką jaka jest - nie dało się inaczej ;)

Najważniejsza była szafa... Duża!... Jest i ona. 
Sytem Ikeowski PAX, w miesiącu październiku wyposażenie wnętrza za połowę ceny:)
Jasna, co by rozświetliła sypialnię, z uwagi na jedną granatową ścianę
i liczne skosy, z racji mieszkania na poddaszu :)))))




Następnie, również jasna, półka.
Komody zabrakło, więc drobne pierdoły trzymać gdzieś trzeba...









Lustro!
Co prawda, to które było do tej pory, baaardzo lubiłam.
Poziome, bardzo szerokie.
Jednak tylko od pasa w górę można było się przejrzeć... ;) (Jak i w przedpokoju...)
Teraz - człowiek w całej okazałości ;)
Przez pierwsze dni, wstając o 6 rano do pracy,
z przyzwyczajenia jeszcze biegałam przeglądać się do przedpokoju ;)

Lustro z tyłu ma rewelacyjne miejsce na wieszaki z żakietami.
A do tego kilka haczyków na powieszenie szczotki do włosów,
suszarki czy prostownicy...





Nareszcie dużo miejsca, dużo przestrzeni.
Wszystko pochowane! 
Jasno, świeżo! :) Tego mi było trzeba!





"Dwie rzeczy są w życiu bar­dzo is­totne: 
dob­re łóżko i wy­god­ne bu­ty. 
Człowiek jest bo­wiem al­bo w łóżku al­bo w butach."

Drewniana skrzynia


Nadszedł weekend :)
A jak weekend, to wiadomo, trochę wolnego czasu...
A jak wolny czas, to wiadomo, można coś zrobić w domu...
A jak w domu, to wiadomo, najczęściej jest to kuchnia ;)

Tym razem prace nie kulinarne...
Wręcz przeciwnie! Zajmijmy się ponownie urządzaniem...

Po "remoncie" sypialni, wyniesiona została z niej skrzynia.
Fantastyczna, drewniana skrzynia, która wiele w sobie pomieściła.
Przeznaczeniem jej był początkowo balkon, skończyło się na przechowywaniu torebek :P
Z racji tego, że szafa w sypialni duża, torebki pomieści i duże i małe,
skrzynia poszła do kuchni i tam już została.
Na początku tylko jakoś nie pasowała...
Ani to kolorem (bo surowe, beżowe drewno...), ani wysokością (bo skosy...)

Postanowiliśmy więc uciachać jej nogi i trochę przemalować...
Po całej operacji stwierdzam, że opłaciło się :)
Choć nie była to krótka piłka...

Najpierw dokładne pomiary, ile by tu uciachać... ;)




Oględziny, czy to w ogóle ma sens... 
Ale chyba ma, efekt widać całkiem niezły...
(Drwa rąbią aż wióry lecą) ;)




Rąbią jak rąbią :D
Do dyspozycji mieliśmy super sprawny, zawsze przydatny
SCYZORYK!
Tak jest! Skoro Bear Grylls dawał z takim radę w dżungli,
to my nie damy? ;D




Najlepsze przed nami! :)






Efekt! :)
Ok może być! ;P Zawsze to się jakiś słoik zmieści :D